Autor:  Weronika 2020-09-24

Wielkie odległości, masa radości

(0 głosów)

Zakończył się letni tatrzański etap kursu taternickiego, odbywał się w dniach 28.08.2020-06.09.2020, więc przebywający na nim zdążyli nacieszyć się górami na zapas. Stacjonowaliśmy w „Bazie” zlokalizowanej prawie u wylotu doliny Kościeliskiej, w urokliwym Witowie, część z nas wybrała jednak bardziej wyprawowe warunki i rozbiła namioty na pobliskiej Rogoźniczańskiej Polanie.

Działaliśmy w trzech grupach, dwóch stacjonarnych oraz jednej niestacjonarnej utworzonej dla tych którym czas nie pozwalał na długi i nieprzerwany pobyt w Tatrach. 

    Grupa niestacjonarna: Ewelina B, Jan B, Bartosz M, Marcin B z instruktorem Piotrem S
    Grupa 1 stacjonarna: Joanna J, Jerzy J, Anna S, Kamila G, z instruktorką Izą W. i instruktorem Emanuelem S.
    I moja grupa 2 stacjonarna: Ania J, Aneta W, Dominik T, Jan Grabowski, z instruktorem Krzysztofem R.

Wszystkie grupy zawitały zgodnie z planem do określonej liczby jaskiń, niektórym udało się zobaczyć kilka nadprogramowych.

Grupa niestacjonarna zaliczyła: Wielką Śnieżną, Kasprowe Średnią i Wyżnią, w których towarzyszyła im niezłomna Beata Michalak, Ptasią Studnie, Wielką Litworową i mały trawers od pierwszego do drugiego otworu Czarnej

Grupa 1 stacjonarna miała przyjemność odwiedzić jaskinie: pod Wantą, Marmurową, Kasprową Niżnią i k Średnią, Litworową do studni Flacha następnie pokonali zjazd progiem i odwiedzili Jaskinię Pod Dachem, Wielką Śnieżną, a na koniec Ptasią

Grupa 2 stacjonarna zawitała do: Marmurowej, Pod Wantą, Śnieżnej, Litworowej aż do Sali pod płytowcem, Czarnej, Ptasiej. W przejściu jaskiń: Marmurowej, Pod Wantą oraz Ptasiej towarzyszył nam nasz klubowy kolega zwany Lamą, na akcji w Ptasiej oraz Wodnej miałem okazję poznać starszego klubowego kolegę Jurka K.

28.08.2020, pierwszy dzień, a właściwie wieczór bo zbiórka miała być około godziny 21:00, przebiegł jedynie pod kątem ustalenia planu na pierwszą akcję, paru technicznych zagadnień i zapoznania się z pozostałymi członkami kursu. 

29.08.2020, od tego dnia wiedzieliśmy że z Krzyśkiem nie ma żartów i jak mówi wyjście 6:30 to ruszamy 6:30, koniec końców bardzo dobrze wyruszać tak wcześnie, bo dzięki temu wracaliśmy czasem jeszcze przed zmrokiem. Jaskinia Marmurowa budziła we mnie wielkie emocje, zwłaszcza, że była to pierwsza moja tatrzańska akcja, proste przejście, z niebezpiecznym poręczowaniem nad studnią Kandydata które zaczynało się w ciasnym i niewygodnym tunelu, ale po to tam idziemy, nie może być zbyt łatwo. Na nasze szczęście worki z linami pozostawiliśmy pod otworem, więc powrót stał się nagle zaskakująco łatwy.


( Studnia Kandydata foto. Dominik T.)

30.08.2020 już trochę zmęczeni ale nadal z ogromnym entuzjazmem ruszyliśmy o 6:30 w stronę jaskini Pod Wantą. Nie było tam ciasnot, natomiast parę łatwych prożków do pokonania sprawiło nam ogromną satysfakcję, najlepszą nagrodą było zobaczyć to co znajdowało się na końcu naszej jaskiniowej wycieczki, czyli ogromną salę do której zjeżdżaliśmy po linie, to jest właśnie to po co tam idziemy nagroda za trud włożony w dotarcie w postaci takich widoków.

 

(Ania w jaskini pod Wantą foto. Dominik T.)

   

31.08.2020 Krzysiek coś wspominał że może pójdziemy do Śnieżnej, ale nie spodziewałem się że będzie to na mojej trzeciej akcji. Wspomniany na szkicu lodospad nie jest tylko nazwą formacji jak w pierwszej chwili myślałem. Na wejściu do jaskini uderza nas fala zimnego powietrza, a po zagłębieniu się kilka metrów w głąb napotykamy wielki jęzor lodu niczym mały lodowiec, lepiej na ten fragment mieć ze sobą ciepłe rękawiczki. W Śnieżnej zeszliśmy zgodnie z planem do Sali Trójkątnej, jednak nawet pokonana przed dotarciem do celu akcji Wielka Studnia nie rekompensowała świadomości, że przed nami jeszcze 20 kilka kilometrów korytarzy, które tylko czekają żeby je odwiedzić. Taki ogrom budzi chęć eksplorowania i poszukiwania. Mam nadzieję, że jakiś korytarz czeka tam na mnie. 

 

( Janek i Dominik w Śnieżnej foto. Dominik T.)

01.09.2020 Zawnioskowaliśmy o rest, każdy chciał więcej, ale każdemu odpoczynek był potrzebny. Instruktorzy już mieli dla nas plan, atakowaliśmy belki stropowe w stodole ćwicząc na nich techniki autoratownictwa, to był dzień budowania zespołu zważywszy na to jak to ratownictwo się odbywa. Wieczorem Krzysztof uraczył nas wykładem z topografii Tatr zachodnich, na którym powtarzaliśmy to co widzieliśmy podczas podejść i omawialiśmy jak ważna dla naszego bezpieczeństwa jest dobra znajomość terenu w którym się poruszamy.

02.09.2020 Tu część lin czekała na nas już przygotowana, jednak i tak niektórym z nas przypadł zaszczyt dźwigania. Dzień zapowiadał się nieciekawie , mgła i bardzo duża wilgotność, po przejściu Kobylarzowego Żlebu, założyliśmy kurtki, a niektórzy nawet rękawiczki. Otwór jaskini Wielka  Litworowa, wyłonił się przed nami nagle z gęstej mgły. Jaskinia lekka do przebycia, przyjemna, racząca nas na koniec niezwykłym widokiem. Na końcu naszej akcji spotykamy wodospad wypływający na środku ogromnej Sali pod Płytowcem. To niewielki ciek wodny, ale robi niesamowite wrażenie zwłaszcza po odpowiednim oświetleniu go. Super nagroda na koniec jaskiniowej wycieczki.



( Wodospad w Litworowej foto. Dominik T.)

03.09.2020 Po tym dniu część członków mojego zespołu odpuściła, pod ziemią spędziliśmy około 10 godzin, tak nas wyczerpała jaskinia Czarna. Pokonywaliśmy ją długim i ciekawym wariantem głównie ze względu na czekający na nas trawers Szmaragdowego  Jeziorka. Jednak największe trudności przysporzyła nam wspinaczka, my powierzchniowi wspinacze przyzwyczajeni do suchej skały i dopasowanych butów musieliśmy pokonywać kolejne metry polegając na kaloszach, wydawało mi się to trochę absurdalne, ale jednak się da. To zabawne, że moje pierwsze tatrzańskie wspiny miały miejsce pod ziemią,  niektórzy darowali sobie wspinaczkę, za to jedna z koleżanek odkryła chyba swoje ukryte zdolności bo widać było, że nie sprawia jej to większej trudności.  



 

(Szmaragdowe Jezioro w jaskini Czarnej foto. Dominik T.)

04.09.2020 Po rozpadnięciu się mojego zespołu wiedzieliśmy, że do Ptasiej będziemy iść razem z 2 grupą stacjonarną, tego dnia nagły wyjazd kolegów trochę pokrzyżował nam plany, a i ja wolałem odpuścić i zagoić trochę odciski, więc na ten dzień wypadł nam prawdziwy rest. Niektórzy pojechali na termy, mnie udało się przeleżeć cały dzień i wstawać jedynie po jedzenie, mimo że w góry jeździmy spędzać czas aktywnie, to czasem warto się zatrzymać. Wieczorem instruktor Emek uraczył nas wykładem na temat geologii Tatr, super wiedza zwłaszcza dla kogoś kto wchodzi pod ziemię i ogląda wszystko w przekroju. 

05.09.2020 Jaskinia Ptasia na szczęście, pomimo najcięższego jak dotąd plecaka, będzie mi się dobrze kojarzyć, ogromna studnia wlotowa zaczynająca się krotką pochylnią, która po pokonaniu około polowy jej wysokości dopiero pokazuje nam dno, co świadczy o jej nieregularnym kształcie. Dalej spotkał nas trochę niebezpieczny fragment który wymagał pokonania szczeliny będącej początkiem następnej wysokiej studni. Kilka progów do pokonania sprawiło niektórym trochę problemów i przysporzyło emocji, finalnie i tak wszyscy wyszli cali i zdrowi.



 

(Wymyte korytarze jaskini Ptasiej foto. Kamila G.)

06.09.2020 Koniec naszych przygód na tym etapie nazwałbym chrztem, jaskinia Wodna pod Pisaną. W dolinie kropił deszcz i wisiała gęsta mgła, dla nas był to idealny moment żeby wybrać się na kąpiel w potoku. Nie wiem czy ktokolwiek tam wróci, chociaż jako miejsce do wyprania kombinezonu jest ona idealna. Wbiłem pierwszy chcąc mieć to za sobą, szybko zlokalizowałem wyjście dotarłem mokry po pas na zewnątrz. Niestety Krzysztof z mostu krzyczał: -Janek szukaj!

Okazało się że w środku było parę miejsc do odnalezienia: Korytarz Skrzelowy, drugi otwór wyjściowy. Po powrocie do środka, nadal nie widząc pozostałych członków akcji znalazłem jakiś boczny korytarz gdzie tym razem wody było już prawie po szyje, obejrzałem i wyszedłem. No niestety to nie było to zmarznięty i zrezygnowany wróciłem do środka kolejny raz, miąłem pozostałych i pośpiesznie zacząłem czołgać się kolejnym korytarzem w głąb. Sam w zimnie, nie do końca pewien czy czołgam się we właściwym kierunku pokonywałem kolejne metry krętego wąskiego korytarza.  Znalazłem wyjście, co za ulga, odwrót i szybko pod most. Tu dopiero przytłoczyły mnie odległości, czołgając się w stronę wyjścia, szukałem swoich punktów orientacyjnych które okazały się być w sporych odstępach od siebie. Ta jaskinia to mały hart, coś co każdy grotołaz powinien pokonać sam, w ciemności i zimnie brnąc przed siebie, mamy chwile na przemyślenie tego czy to na pewno przygoda dla nas. Czekam na więcej!



 

( Otwór jaskini Wodnej foto. Kamila G.)

 

Autor relacji: Jan Grabowski



Przeczytano 359 razy

Podziel się

share on facebook share on linkedin share on twitter
Więcej w tej kategorii: « Tatry 14-15 sierpnia 2020

Współpracujemy z:

 

 

Jesteśmy członkiem PZA 
Współpracujemy z e-przemek.pl
 

 

Skontaktuj się z nami

Masz pomysł na ciekawą wyprawę, projekt?

Chciałbyś poznać wyjątkowych i wyjątkowo dzielnych ludzi?

Chciałbyś spróbować swoich sił w poruszaniu się po górach i jaskiniach?

skontaktuj się